wtorek, 30 sierpnia 2016

Planeta krążąca wokół Proxima Centauri

Swego czasu pisałem o planecie krążącej wokół niemalże najbliższej nam gwiazdy. Najpierw, że istnieje, następnie, że jednak chyba nie.

Pomny na to doświadczenie, chciałbym dzisiaj wspomnieć, bez zbędnego entuzjazmu jednak (chociaż jak dla mnie jest to ekscytujące), o odkryciu planety obiegającą najbliższą nam gwiazdę – Proxima Centauri.

Jak wszystko w nauce, to także może okazać się pomyłką (inne zjawisko dające podobne efekty, uszkodzenie aparatury pomiarowej, błędna analiza danych – możliwości jest wiele). Astronom Phil Plait uważa jednak, po zapoznaniu się z oryginalną pracą, że tym razem prawie na pewno jest to rzeczywista planeta.

Czas pokaże, czy odkrycie to zostanie potwierdzone, czy też nie.

środa, 27 lipca 2016

Reakcje niektórych ludzi na zamachy terrorystyczne

Niedawno znowu we Francji (i następnie w Niemczech – szczerze: wiem, że to smutne, ale przestałem już śledzić tego typu doniesienia) doszło do zamachu terrorystycznego. I znowu media, jak przy każdym tego typu zdarzeniu próbują niewspominać o tym, że zamachowiec był muzułmaninem i że kierował się wyznawaną przez siebie religią mordując niewinnych ludzi...

Z tej okazji znowu w internecie przetoczyła się fala złośliwych komentarzy dotyczących okazywanych wszędzie oznak współczucia i solidarności. Różni ludzie(*) naśmiewali się, że zmiana zdjęcia na facebooku, marsze czy malowanie kredkami „z pewnością obroni nas przed terrorystami”

(*) - Nie lubię źle oceniać innych, bo wiem, że przyczyny takich a nie innych zachowań są często bardzo skomplikowane. Większość z nich zapewne po prostu nie zastanawiała się nad tym wszystkim, a jako że żyją w strachu przed terrorystami i odczuwają swoją bezsilność, łatwo nimi manipulować ludziom, którzy próbują na tym zbić jakiś kapitał – już to polityczny, już to zdobyć zwykły poklask lub akceptację jakiejś części społeczeństwa. Ten drugi rodzaj ludzi to zwykli cynicy, którzy może i wiedzą, że to co mówią to kłamstwa i manipulacje, ale nic ich to nie obchodzi tak samo, jak nic ich tak naprawdę nie obchodzi ludzka tragedia.

Nie – tego typu akcje nie obronią nas przed atakami terrorystycznymi. Ale też nie taki mają one cel(*). Mają one na celu pokazanie, że się przejmujemy tym, co się dzieje. Mają one na celu pokazanie solidarności z ofiarami oraz z tymi, którzy przeżyli. Mają na celu okazanie im naszego współczucia. To takie ludzkie uczucia i reakcje. A jednak niektórzy nie chcą lub nie są w stanie tego zrozumieć (albo, jak wspomniałem wyżej, są w stanie, ale g**** ich to obchodzi).

(*) - Inna sprawa, że działania, które MAJĄ na celu ochronić nas przed terroryzmem nie są zbyt efektywne. Ale nie o tym chcę tu mówić.

Naprawdę chciałbym, aby ludzie walcząc o swoje przekonania nie uciekali się do tak podłych, prymitywnych i w oczywisty sposób fałszywych przekłamań i drwin z czegoś, co nie tylko nie jest złe, ale rodzi też nadzieję (wątłą, bo wątłą – ale jednak) na lepszą przyszłość.

niedziela, 26 czerwca 2016

Brexit

Niedawno Brytyjczycy zadecydowali w referendum, że nie chcą dłużej należeć do Unii Europejskiej. Z tej przyczyny od razu pojawiło się w sieci mnóstwo głosów oznajmiających, jakie to straszne i złe, jakie to konsekwencje nas czekają, ile z powodu samego ogłoszenia tego już strat ponieśliśmy(*) itp.

(*) - Kiedy słyszę o takich wyliczeniach to aż mnie skręca. Jakie straty? Ktoś komuś zabrał pieniądze? Banki zbankrutowały i ludzie nie mogą odzyskać swoich oszczędności? W rzeczywistości chodzi zapewne o wartości akcji na giełdach – wirtualne kwoty, które ludzie gotowi są zapłacić za akcje spółek. Z resztą pewnie się nie znam i totalnie się mylę...

Konsekwencje i tak by jakieś były. Nawet gdyby Wielka Brytania nie wyszła/chciała wyjść z Unii. Nawet gdyby to referendum w ogóle się nie odbyło. A to dlatego, że Unia od dłuższego już czasu zdaje się nie radzić sobie ze swoimi problemami. Ale może mi się tylko wydaje.

Osobiście całkowicie rozumiem tych, którzy głosowali przeciwko. Gdyby obecnie w Polsce odbywało się podobne referendum, prawdopodobnie (ale nie na 100%) zagłosowałbym tak samo. Dlaczego?

Zawsze drażniła mnie fałszywa dychotomia przedstawiana przez zwolenników Unii Europejskiej. Albo Unia, albo nic.

Wspólnota europejska jest nam bardzo potrzebna. Ludzie, którzy twierdzą inaczej najwyraźniej nie przemyśleli poważnie całej sprawy. Ale nie znaczy to, że musi ona być zrealizowana w taki sposób, jak obecnie.

To co istnieje teraz – Unia Europejska, jest wielką, bezwładną biurokratyczną maszyną, olbrzymem na glinianych nogach, niezdolną do efektywnych działań organizacją opartą tak naprawdę o ideologię(*), co teoretycznie i praktycznie zrównuje ją z innymi porównywalnymi z nią tworami, jak przykładowo z ZSRR (porównanie wcale nie takie złe, wg mnie – oczywiście Unia to nie ZSRR i jestem tego w pełni świadom).

(*) - Nie jest to może ideologia tak jasno określona jak w powyższym przykładzie Związku Radzieckiego. Jest ona bardziej mglista i rozmyta i istnieje raczej w postaci kilku, nie związanych ze sobą głębiej idei, które przyświecają jej zwolennikom. Same w sobie nie są one złe, ale połączone są i wprowadzane w życie w sposób bezmyślny sugerujący właśnie ideologiczne zaślepienie.

Mówię o idei wspólnoty, która została doprowadzona do skrajności ujednolicania. Mówię o poszanowaniu dla godności ludzkiej, co zostało doprowadzone do skrajności politycznej poprawności. Mówię także o dbaniu o gospodarkę, które upodobnione zostało do centralnie sterowanej gospodarki komunistycznej, tylko z większymi absurdami.

Osobiście jestem za wspólnotą. Chciałbym Europy solidarnej, otwartej, szanującej ludzkie prawa i stojącej nawet w ich obronie, oraz wspierającej te działania, które prowadzą do ogólnego dobrobytu. I dlatego właśnie jestem przeciwnikiem Unii – ponieważ ona najwyraźniej nie dała rady tego zrealizować. Dużo też popsuła.

A Brexit? Będzie co ma być, bywało już gorzej, a może teraz będzie lepiej – może Europa się obudzi i może Unia się zmieni na lepsze. Wtedy zacznę być jej zwolennikiem.

Oczywiście – ktoś może podważyć wszystko, co napisałem powyżej. Ostatecznie nie jestem żadnym ekspertem i nie znam się na tych sprawach. Piszę tylko z punktu widzenia zwykłego obywatela, który musi żyć w kraju, który należy do Unii Europejskiej. Ale te kwestie dotykają (czasem bardzo bezpośrednio) właśne nas – zwykłych ludzi, którzy widzą to, co widzą dookoła siebie, czego sami doświadczają na co dzień, ale także i to, co pokazują im media. I mogę się mylić, ale zawsze myślałem, że we wszelkiego rodzaju wspólnotach to właśnie zwykli ludzie powinni być najważniejsi, a nie jakieś odgórne idee czy dobro jakiejś organizacji.

wtorek, 17 maja 2016

Średni VAT

Jakiś czas temu, bodajże z okazji wyborów parlamentarnych (ale głowy nie dam – było to naprawdę już dawno temu, przynajmniej jak dla mnie) tu i ówdzie padały pomysły wprowadzenia jednej stawki podatku VAT (oraz głosy krytyczne wobec tego pomysłu ze strony konkurencji ).

W czasie jednej z rozmów dowiedziałem się, że wg jakiegoś profesora ekonomii średni podatek VAT wynosi 17%. Wzbudziło to wtedy mój sprzeciw i oburzenie, bo z własnego doświadczenia wiedziałem, że za zwykłe zakupy w sklepie płacę średnio mniejszy podatek (bliższy raczej ok. 10%).

Po jakimś czasie tknęło mnie jednak, że przecież zakupy w sklepie to nie wszystko – są jeszcze apteki, stacje benzynowe i innego rodzaju sklepy/zakupy. Postanowiłęm więc samemu sprawdzić na sobie, jaki rzeczywiście jest uśredniony podatek VAT.

Przez dwa miesiące spisywałem wszystkie zakupy i VATy. Rezultat mocno mnie zaskoczył: uśredniony VAT rzeczywiście wynosił 17%!

Oczywiście – komuś innemu może wyjśc inna stawka. U mnie przykładowo przy odjęciu wydatków na samochód średni VAT spadł aż do 13%. To spora różnica.

Zdając sobie jednak sprawę z tego, że inni ludzie mają inne wydatki, chciałem jedynie zaspokoić swoją ciekawość co do struktury własnych wydatków oraz sprawdzić, czy obliczenia owego ekonoma chociaż trochę przystają do rzeczywistości – no i najwyraźniej tak jest.

Ale, jak to mówią, średnio każdy człowiek ma jedno jądro i jeden jajnik, więc nawet jeśli średni podatek VAT rzeczywiście wynosi te 17%, to absolutnie nic to nie mówi o prawdziwej strukturze wydatków różnych podatników.

Podobnie np. jest ze średnią krajową, która w żaden sposób nie odzwierciedla zarobków, a co za tym idzie sytuacji finansowej przeciętnego polaka, a która z uporem godnym lepszej sprawy publikowana jest ciągle przez GUS oraz używana jest jako pewnego rodzaju wyznacznik przez różne urzędy.

sobota, 14 maja 2016

Tranzyt Merkurego 2016

9 maja 2016, w poniedziałek (czyli prawie tydzień temu) miał miejsce tranzyt Merkurego przed tarczą słoneczną. Niestety jest ona mniejsza niż Wenus i znajduje się od nas dalej, więc jej rozmiary kątowe są o wiele mniejsze – ale aparat pożyczony od brata dał jednak radę coś tam uchwycić

Całe zjawisko trwało około 7,5 godziny, w Polsce jednak końcówka tranzytu nie była widoczna, ponieważ Słońce w tym czasie znajdowało się już poniżej horyzontu. Ja z kolei przerwałem robienie zdjęć już wcześniej – ich jakość nie była zbyt dobra (do ocenienia poniżej) a z powodu zbliżania się do horyzontu zdjęcia robiły się już ciemne (nie chciałem zmieniać ekspozycji – nie miało to sensu).

Tranzyt Merkurego, wykonane przeze mnie.

Ta mała kropka niżej i po lewej to Merkury, ta wyżej i po prawej to plama słoneczna. Jest to chyba najlepsze zdjęcie, jakie udało mi się zrobić. Mimo, że sprzęt dokładnie ten sam co poprzednio, to jednak jakość zauważalnie gorsza – w sumie nie wiem, czemu.

Udało mi się zrobić prawie 90 zdjęć (robione co 5 minut) i dzięki temu, podobnie jak 4 lata temu, byłem w stanie zrobić z nich małą animację.

Można zauważyć, że Merkury w początkowych sekundach filmiku porusza się trochę chaotycznie – nie wiem czemu, ale parę zdjęć robiłęm z ręki – może nachylenie aparatu w bok było zauważalnie różne od pionu wtedy?

Jak łatwo zauważyć, moje osiąngięcia nie dorastają nawet do pięt temu, co potrafią zrobić profesjonaliści, ale dla mnie – podobnie jak w zawodach biegowych, liczy się sam fakt, że brałem w tym udział

Na szczęście tranzyt Merkurego zdarza się o wiele częściej niż Wenus, więć może kiedyś uda mi się zrobić coś ciekawszego

niedziela, 3 kwietnia 2016

Zbrodnia aborcji

Dawno temu pisałem trochę o aborcji oraz o moich poglądach na ten temat. Chciałbym oświadczyć, że nic w tej materii się nie zmieniło – nadal nie jestem zwolennikiem aborcji. O wiele bardziej jednak szanuję życie już istniejących w naszym społeczeństwie, dorosłych (a czasem też niedorosłych!), czujących i świadomych kobiet niż życie rozwijającego się płodu. Sprawa oczywiście prosta nie jest, więc odsyłam do mojego poprzedniego artykułu, gdyż nie chcę się tutaj rozpisywać na temat, który już mniej więcej omówiłem gdzieś indziej.

W chwili obecnej rządzi w Polsce skrajna prawica i co za tym idzie skrajny katolicyzm. Tylko ślepiec może nie zauważać, że prawo zmieniane jest w taki sposób, aby wprowadzić do Polski totalitaryzm oraz zrobić z niej państwo wyznaniowe (takie jak Arabia Saudyjska czy Iran). Czyli dokładnie to, o co walczyli nasi dziadowie (na których tak chętnie powołuje się nowa władza) - prawda?

Jednym z tego przejawów jest zamiar wprowadzenia odpowiedzialności karnej za popełnienie aborcji (nielegalnie, rzecz jasna, gdyż jakakolwiek legalna aborcja zostanie zakazana). Efekt będzie taki, że do więzienia na wiele lat będą szły kobiety, którym nie to nawet, że się udowodni popełnienie aborcji – już samo podejrzenie o to („jakieś podejrzane to poronienie”) sprawi, że kobieta taka dostanie jakiś wyrok.

Dla tych, którzy uważają, że przesadzam przypominam, że coś podobnego już się stało – tylko że w kwestii obrazy uczuć religijnych.

Napisałem, że nie jestem zwolennikiem aborcji. Gdyby nasi politycy, biskupi oraz wszyscy ci, którzy nazywają się „obrońcami życia” również byli jej przeciwnikami, zrobiliby wszystko, co tylko możliwe, aby zmniejszyć ich ilość. Tego jednak nie zrobią, gdyż kłóciłoby się to z ich ideologią(*). Co tylko pokazuje, że walczą oni nie o jakąkolwiek obronę życia, ale o narzucenie innym swoich własnych przekonań.

(*) - Edukacja seksualna na wysokim poziomie, łatwy dostęp do środków antykoncepcyjnych – każdy kto JEST zainteresowany tym tematem wie, że to właśnie najlepszy i najłatwiejszy sposób na zmniejszenie ilości niechcianych ciąż i – co za tym idzie – aborcji.

Swoimi działaniami sprawią oni tylko, że kwitnąć będzie aborcyjne podziemie co zagrozi też życiu i zdrowiu (także psychicznemu) kobiet, które będą z tego rodzaju usług korzystać. A z drugiej strony te kobiety, które z powodów finansowych nie będą mogły się poddać takim zabiegom i będą musiały donosić ciążę pochodzącą z gwałtu, czy urodzić dzieci z poważnymi wadami rozwojowymi(*) też będą skazane na psychiczne cierpienia. I to wszystko w imię ideologii, która de facto zamienić chce połowę społeczeństwa w jakieś inkubatory czy, mówiąc wulgarnie, rozpłodowe bydło – ot, i taka to „obrona życia” (i szacunek wobec jego godności, jak to próbuje przedstawić abp Gądecki).

(*) - Przypominam sprawę doktora Chazana, który za czasów PRL-u robił karierę m.in. dokonując rutynowo aborcji, a któremu ostatnimi czasy coś się odwidziało i zmusił pewną kobietę do urodzenia skrajnie zdeformowanego dziecka, które wkrótce po porodzie i tak umarło.

I to właściwie wszystko, co chciałem na ten temat powiedzieć. Zachęcam do przeczytania artykułu prof. Hartmana, który mnie zainspirował do napisania własnego artykułu i który o wiele lepiej to wszystko wyraził.

* * *

Małe uzupełnienie

Pewien niesamowicie trafny i jak dla mnie przynajmniej całkiem nowy argument w dyskusji o aborcji:

Jeden argument

niedziela, 20 marca 2016

„Święta” Matka Teresa z Kalkuty

Matka Teresa z Kalkuty
Autor: Dennis Jarvis from Halifax, Canada
Praca pochodna: TharonXX
Źródło: Wikipedia

Kiedyś, z okazji Haloween, wspomniałem o tym, jacy to fajni potrafią być święci – pod warunkiem, że nie będzie się im zbyt dokładnie przyglądać (w religii to reguła i dotyczy właściwie wszystkiego). Słyszałem o kilku takich, kiedyś pewnie też wyszukam o nich coś niecoś. Dzisiaj jednak chciałbym podzielić się informacjami na temat pewnej sławnej postaci, powszechnie szanowanej i podziwianej, która chociaż świętą jeszcze nie jest, to jednak za taką jest przez wielu uważana i świętą najprawdopodobniej niedługo zostanie.

Mowa o tytułowej Matce Teresie z Kalkuty.

Kiedy wyszukać w Googlach jej imię, pojawia się mnóstwo obrazków życzliwej, uśmiechniętej staruszki. Przesympatyczna postać, ale czy na pewno?

Kiedy czyta się opisy tego, co w rzeczywistości działo się w podległych jej placówkach, włos na głowie jeży się bardziej nawet, niż gdy przypomni się o praktykach stosowanych w polskich sierocińcach prowadzonych przez siostry boromeuszki (chociaż może nie – nie wiem).

W skrócie – zakonnica owa miała dosyć specyficzne poglądy na temat cierpienia. Uważała, że cierpienia zbliżają chorych do Boga, więc odmawiała im nawet podstawowej opieki medycznej. Także zasady higieny nie były zbytnio przestrzegane w jej hospicjach. Skutkiem tego tysiące ludzi umierało (co często byłoby do uniknięcia dzięki diagnozie lekarskiej) w jej domach w cierpieniach i strasznych warunkach sanitarnych.

Co ciekawe, sama Teresa, gdy zachorowała, szukała pomocy u fachowych lekarzy w dobrze wyposażonych zachodnich szpitalach.

Kolejny zarzut dotyczy sposobu wydawania przez nią finansów. Wyobraźcie sobie, że dajecie pieniądze jakiemuś wolontariuszowi na chore dziecko, a później dowiadujecie się, że ów wolontariusz sprzeniewierzył zebraną kasę na remont mieszkania. Nie wkurzyłoby was to? Matka Teresa wydawała pieniądze dane jej na walkę z ubóstwem i na jej hospicja na... budowę nowych klasztorów i na dzieła misyjne .

Dodatkowo – często jej pieniądze pochodziły z nieciekawych źródeł. Matka Teresa lubiła bowiem bratać się z podejrzanymi typkami.

Nie jest to bynajmniej wyjątek w Kościele Katolickim. I wiem – byłem katolikiem więc znam tłumaczenie mające to usprawiedliwiać: chodzi o to, żeby nie zamykać się na grzeszników. Jednak w praktyce zawsze chodzi tu o grzeszników, którzy mają albo pieniądze, albo władzę a których grzechy są lub ocierają się o zbrodnię! Gdy zgrzeszy zwykły człowiek, w zwykły sposób, Kościół potrafi być wobec niego nieubłagany i – przykładowo – odmawia takim ludziom sakramentów czy grozi im nawet ekskomuniką.

Jest jeszcze trochę innych zarzutów pod jej adresem. Nie chcę się jednak tutaj rozpisywać – niżej podałem parę linków do artykułów, z których czerpałem informację. Myślę zresztą, że to co napisałem wystarczy każdemu człowiekowi ze zdrowym sumieniem nie odczuwać sympatii do tej „dobrotliwej” staruszki. Wiadomo jednak, że Kościół zdrowego sumienia nie ma, więc spodziewam się, że zostanie ona jednak świętą. Mi osobiście rzecz jasna to wisi – przecież i tak nie wyznaję żadnych świętych(*). Chciałem jedynie pokazać stan moralny jednej z największych religii świata.

(*) - Jest takie fajne powiedzenie, które chciałem tu użyć. Niestety i bez niego mój artykuł (podobnie jak pozostałe poruszające temat religii) w obecnym klimacie politycznym zagrożony jest uznaniem go za obrazę czyichś uczuć, więc wolę się powstrzymać. Co prawda jak ktoś będzie chciał się przyczepić, pewnie i tak to w niczym nie pomoże, ale mimo wszystko...


Do poczytania: