sobota, 21 marca 2015

Zaćmienie Słońca, Marzec 2015

Wczoraj w Polsce było widać całkiem ładne, chociaż niecałkowite zaćmienie Słońca. Ja też je oglądałem i nawet porobiłem parę fotek. Niestety pogoda nam nie dopisała – niebo zaszło chmurami. Dlatego fotki są, jakie są (ale przynajmniej są )

Szkoda, że były chmury. Gdyby nie to, wyszły by mi pewnie o wiele lepsze zdjęcia (jak trzy lata temu) – tak jak wyszły one innym ludziom (można takich zdjęć znaleźć w internecie pełno) . Tak po prawdzie to zamierzałem robić co 3 minuty zdjęcia, aby zrobić z nich potem krótki filmik, ale przy takiej widoczności opłacało się strzelić tylko parę fotek dla potomności. No cóż – może następnym razem będzie lepiej.

czwartek, 19 marca 2015

Trochę statystyki i biegania

Interesuję się m.in. matematyką (co jest raczej oczywiste dla moich nielicznych czytelników ), ale także bieganiem (co już takie oczywiste nie jest). Jestem aktywnym biegaczem i czasem startuję w różnych zawodach.

Ostatnio zastanawiałem się, jaki rozkład będą miały wyniki zawodników w jakimś większym biegu. Postanowiłem sprawdzić to na przykładzie pewnych zawodów – jakich, nie zdradzę, ponieważ ludzie zachowują się czasem jak idioci roszcząc sobie prawa własności do powszechnie dostępnych danych. A ja chcę uniknąć grożenia mi pozwami z takich absurdalnych powodów i konieczności wycofania mojej pracy z sieci.(*)

(*) - Jest to aluzja do autentycznego wydarzenia, które miało miejsce nie tak dawno temu. Pewien gościu, którego nazwiska niestety już nie pamiętam, więc nie jestem w stanie nawet wyszukać tej sprawy w googlach, zbadał i przetworzył powszechnie dostępne dane z facebooka i zaprezentował swoją pracę publicznie. Jego wysiłki okazały się bardzo wartościowe pod względem poznawczym. Niestety prawnicy facebooka w barbarzyński sposób zażądali, aby te dane zostały usunięte i skasowane, ponieważ „należały one do facebooka”. Gdybym był diabłem, trzymałbym dla takich ludzi specjalne miejsce w piekle .

Ale do rzeczy. Zestawiłem sobie te wyniki w arkuszu i otrzymałem następujący wykres:

Na osi poziomej są czasy, na pionowej ilości zawodników. Zostały one usunięte, żeby utrudnić ew. dupkom jakiekolwiek roszczenia . Niebieska linia przedstawia rzeczywiste ilości zawodników z danym czasem, czerwona zaś wyidealizowany rozkład, będący w rzeczywistości rozkładem Poissona.

Dlaczego taki rozkład, a nie inny – nie pytajcie. Ja jestem tylko technikiem informatykiem, który metodą prób i błędów potrafi znaleźć właściwy wzór .

Właściwie to wszystko, co miałem do powiedzenia – chciałem tylko przedstawić pewną ciekawostkę oraz pokazać, że bardzo prosta matematyka może mieć zastosowanie w bardzo zwykłych życiowych wydarzeniach .

Powiem jeszcze na koniec tylko, że zastanawia mnie zauważalny brak osób o przeciętnych czasach przy jednoczesnej nadreprezentacji osób o tych gorszych wynikach. Być może to przypadek? Będę zbierał dalej dane – może przy większej ich ilości wykres się wygładzi.

sobota, 14 marca 2015

Dzień Pi

Kiedyś już o tym pisałem, więc dzisiaj ograniczę się tylko do krótkiej wzmianki.

Wzmiankę tę zaś postanowiłem zrobić, ponieważ w tym roku święto Pi jest szczególne. Jak niektórym zapewne (na ich nieszczęście) wiadomo, w USA (i co poniektórych innych zakątkach świata) zapisuje się datę w taki idiotyczny sposób:

Miesiąc, dzień, rok

Totalny idiotyzm - wyobrażacie sobie na przykład, aby zapisać w podobny sposób czas? Jak to jednak z idiotyzmami bywa, ten się przyjął (na szczęście poza tą cywilizowaną częścią świata) i teraz trudno go wykorzenić (podobnie jest z niemetrycznym systemem). No cóż – nie nasz problem

Ale ma on, co przyznaję dosyć opornie , jedną zaletę - dzisiejsza data zapisana w ten sposób wygląda jak dziesiętny zapis liczby pi:

3/14

Dlatego dzisiejszy dzień przyjęło się nazywać świętem liczby pi

Szczególność zaś tegorocznego święta polega na tym, że mamy 2015 rok, w skrócie – 15, co daje dłuższy zapis dzisiejszej daty (z rokiem):

3/14/15

Prawda, jakie fajne? Dodajmy do tego jeszcze czas (zapisywany już normalnie, na szczęście) i mamy super wspaniały moment raz na sto lat!

3/14/15 9:26:53

Szkoda, że trwał zaledwie sekundę

No nic, życzyłbym wszystkim miłego święta pi i smacznych ciastek (pie ), ale tak po prawdzie to już po święcie

czwartek, 12 marca 2015

Terry Pratchett

Terry Pratchett (1948-2015).
© Luigi Novi / Wikimedia Commons

Dzisiaj, w wieku 66 lat, zmarł Sir Terry Pratchett . Jeden z najwybitniejszych pisarzy nie tylko fantasy. Zacząłem go czytać w szkole średniej, w okresie gdy w TV leciały Monty Pythony, i jego humor od razu przypadł mi do gustu .

Jego wkład w naszą kulturę jest niezaprzeczalny. Był genialny i oryginalny, chociaż z czasem zaczął się powtarzać, a wymyślane przezeń historie stawały się coraz gorsze. Niestety pod koniec życia zaczął chorować na rzadką odmianę Alzheimera (ale zacząłem odbierać jego dzieła jako wtórne odcinanie kuponów niegdysiejszego genialnego pomysłu na długo przed tym).

Dziwić może, że mówię o nim trochę źle, ale uważam, że powiedzenie „O zmarłych należy mówić albo dobrze, albo nie należy mówić wcale” jest hipokrytyczne. Chcę mówić o ludziach takich, jakimi byli w rzeczywistości (lub raczej jak ja ich postrzegałem – mam nadzieję, że to oczywiste). Mówienie o innych, niezależnie od tego czy zmarłych czy żywych, w sposób pomijający pewne fakty z ich życia to po prostu kłamanie. A w praktyce rezultat jest taki, że mówimy de facto o kimś innym – co stanowi ujmę dla wspominanego człowieka.

Tą postawą skłaniam się tutaj w kierunku wymyślonej przez Orsona Scott Carda idei Mówców Umarłych.

Bo Terry Pratchett był człowiekiem. Wybitnym człowiekiem, ale nie doskonałym – bo takich nie ma. Dla mnie zawsze pozostanie wielkim pisarzem, a jego książki będę wspominał dobrze i lubił je (bo nawet te, które uważam za „gorsze” i tak są dobre), i czasem do nich powracał (ostatnio wróciłem do czytania książek więc myślę, że z czasem uzupełnię swoją kolekcję o jego nowsze historie ).

SPOCZYWAJ W POKOJU, SIR TERRY PRATCHETT

niedziela, 8 marca 2015

Metro 2033, uzupełnienie

Mój brat skończył niedawno czytać Metro 2033 i zauważył coś, co mi umknęło.

Zakończenie owej książki można przedstawić w następujący sposób:

Obca inteligencja szuka porozumienia z ludźmi, a kiedy w końcu udaje się nawiązać kontakt z wybrańcem, ten ją wybija zdawałoby się co do jednego. Potem ma z tego powodu wyrzuty sumienia, ale na końcu pojawia się iskierka nadziei – ocalał jeden obcy.
Cytat prawie że dosłowny mojego brata.

Jeśli tak to przedstawić, to zakończenie Metra niemalże do złudzenia przypomina zakończenie Gry Endera. Nie wiem, czy to przemawia na korzyść, czy na niekorzyść dzieła Dmitrija Głuchowskiego - mój brat twierdzi, że jest takim zakończeniem zawiedziony. Osobiście polemizowałbym z taką opinią – książki te różnią się między sobą dosyć mocno, a wszelkie podobieństwa mogą być przypadkowe. Z wyjątkiem zakończenia, którego schemat rzeczywiście mógł zostać zaczerpnięty z Gry Endera.

Samo to w sobie nie jest niczym złym, ponieważ autor Metra wykorzystał ten pomysł w sposób twórczy. Poza tym, jak kiedyś pisałem, pewne powiedzenie mówi, że istnieje tylko jedna historia, a wszystkie inne są jej pochodną . Tak więc sądzę, że nie należy do tego przywiązywać większego znaczenia.

Właściwie to wszystko co mam na ten temat do powiedzenia. Na koniec tylko w celach humorystycznych chciałbym zaprezentować pewien filmik

niedziela, 22 lutego 2015

Metro 2034

Jakiś czas temu skończyłem czytać drugą część Metra, ale w związku z brakiem czasu i nawracającymi napadami lenistwa jakoś nie chciało mi się o niczym pisać .

Metro 2034 jest zdecydowanie dobrą książką. Nie odstaje zbytnio poziomem od swojej poprzedniczki, chociaż rzecz jasna nie ma tu już tego uroku nowości – niesamowity klimat stał się już dla mnie trochę bardziej „samowity”. Także sama historia nie zawiera już w sobie tajemnicy tego samego rodzaju, co przedtem. W tej części tajemnica jest taka jakby bardziej zwyczajna.

O poprzedniej części napisałem, że jej zakończenie nie jest wymuszone. To prawda, ale nie cała. Pisałem to pod wpływem zachwytu nad tą książką (jak najbardziej zasłużonego, co chcę podkreślić), ale po przeczytaniu drugiej części muszę powiedzieć, że fragment owego zakończenia (pewien element – ten, który zaskakiwał) nie wynikał jakoś specjalnie z uprzednio poznanych faktów. Owszem – pasował do nich, ale nic więcej.

Piszę o tym dlatego, że tutaj jest podobnie – po przeczytaniu zakończenia rzeczywiście pasuje ono do całej fabuły, tylko że niejako jest ono z tych najmniej prawdopodobnych. Nie tego się spodziewałem śledząc rozwój sytuacji w metrze (stąd ten element zaskoczenia). Pewnie się wymyślam i ktoś inny będzie miał na ten temat inne zdanie, ale muszę o tym powiedzieć, jeśli ta recenzja ma być chociaż trochę wartościowa.

A propos zakończenia, jest ono dosyć smutne, co oczywiście nie ma żadnego znaczenia dla jakości historii (co nie zmienia faktu, że wolałbym happy ending ).

Kolejny zarzut, jaki wobec niej mam, to postać jednego z głównych bohaterów. Czasami wydaje się ona sztuczna, przez co mało wiarygodna.

Ale jak już powiedziałem, książka jest dobra – zarówno pod względem samej historii jak i jakości tekstu. Czyta się ją bardzo dobrze, jest wciągająca i powinna się spodobać każdemu, komu podobała się pierwsza część.

* * *

Poprzednio napisałem, że jeśli ta druga część mi się spodoba, to kupię sobie „Dzielnicę obiecaną” Pawła Majki. Otóż tak też zrobiłem i zacząłem już tę książkę czytać. Tak więc o niej też na pewno napiszę .

niedziela, 18 stycznia 2015

Dlaczego to, co powiedział papież Franciszek jest głupie

Poprzednio zezłościłem się na to, co powiedział papież. Napisałem też, że być może wyjaśnię trochę bardziej szczegółowo, dlaczego uważam, że jego wypowiedzi są wg. mnie głupie. Po przemyśleniu sprawy uznałem, że w zasadzie jestem to winien tym, którzy mnie czytają.

Nie mogłem znaleźć niestety całego wywiadu. Nie sądzę jednak, aby te fragmenty komentowane w artykułach dostępnych w sieci były wyrwane z kontekstu - gdyby było inaczej, Watykan nie musiałby się z nich tłumaczyć.

Zacznę od przytoczonego poprzednio cytatu:

If my good friend Dr Gasparri says a curse word against my mother, he can expect a punch. It’s normal. It’s normal.

Nie zgadzam się z tym stwierdzeniem. Owszem - może się tak zdarzyć, gdy ktoś nie panuje nad sobą (co niestety często nam się zdarza). Ale nawet wtedy nie jest to aż tak przesadzona reakcja, że morduje się za głupi obrazek. Tak czy siak - krzywda fizyczna w odpowiedzi na słowa czy obrazki nie jest pożądaną reakcją i nie powinna być usprawiedliwiana w żaden sposób!

Dodatkowo papież, jako przedstawiciel Jezusa, powinien chyba pamiętać o jego naukach, czyż nie? (nadstawianie drugiego policzka itp)

You cannot provoke. You cannot insult the faith of others. You cannot make fun of the faith of others.

Dlaczego nie? Dlaczego religie mają być traktowane w specjalny sposób? Dlaczego mają być nietykalne? Wolno się wyśmiewać i krytykować praktycznie wszystko - od czyichś poglądów politycznych, przekonań, działania, postępowania, z partii politycznych, z filmów, wypowiedzi itd, itp. Dlaczego nie wolno tego robić w odniesieniu do religii?

There is a limit. Every religion has its dignity … in freedom of expression there are limits.

Nie chcę się tutaj wypowiadać na temat limitów wolności słowa - to obszerny temat i dyskusja o tym byłaby zbyt długa. Generalnie rzecz biorąc we wszystkim, co robię oraz we wszystkich swoich przekonaniach staram się być pragmatykiem. Dlatego mogę się z tym zgodzić z pewnymi zastrzeżeniami - nie ma czegoś takiego jak absolutna wolność słowa.

Ale nie mogę się zgodzić na jej ograniczanie z tak trywialnego powodu, że komuś może się nie spodobać, co ktoś inny ma do powiedzenia.

A co z tą godnością?

Śmiem twierdzić, że w żadnej religii nie ma ani krztyny godności. Nie może być - bo one same nie traktują człowieka z godnością. Owszem - twierdzą, że to robią. Ale nie można się tej godności doszukać ani w jej dogmatach, ani w postępowaniu. O dogmatach tak czy siak będę chciał kiedyś napisać. Tu wymienię tylko parę rzeczy z naprawdę niedalekiej przeszłości a często i z teraźniejszości, dotyczących dwóch największych religii świata.

A więc nie ma absolutnie nic godnego w ukrywaniu księży-pedofili przed wymiarem sprawiedliwości. Nie ma nic godnego w przenoszeniu ich do coraz to nowych parafii i dostarczaniu im tym samym świeżych ofiar. Nie ma nic godnego w traktowaniu kobiet jako gorszego gatunku człowieka, a homoseksualistów jak nie-ludzi. Nie ma nic godnego w ograniczaniu ich praw. Nie ma nic godnego w zagarnianiu coraz większego bogactwa przy jednoczesnym pochwalaniu biedy. Nie ma nic godnego w rozsiewaniu przepełnionych nienawiścią kłamstw na temat ateistów, homoseksualistów, żydów, innowierców i każdego, kto nie pasuje do wizji świata danej religii (czy raczej danego przywódcy religijnego - kapłana, polityka czy jeszcze kogoś innego). Nie ma nic godnego w brataniu się z ludobójczymi reżimami. Nie ma nic godnego we wspieraniu rasizmu i niewolnictwa. Nie ma nic godnego w mordowaniu z powodu namalowania głupiego obrazka. Nie ma nic godnego w zmuszaniu małych dziewczynek do małżeństwa z dorosłymi mężczyznami (często starcami). Nie ma nic godnego w okaleczaniu genitaliów małych dzieci obojga płci. Nie ma nic godnego w sprawianiu niepotrzebnego cierpienia zwierzętom.

They are provocateurs. And what happens to them is what would happen to Dr. Gasparri if he says a curse word against my mother. There is a limit.

Taki sposób myślenia, zrzucający winę na ofiary, jest wg. mnie jednym z najbardziej odrażających (chyba zaraz po traktowaniu pewnych grup społecznych jako ludzi gorszej kategorii - ale naprawdę, nie robiłem żadnych zestawień w tym stylu). Różni głupi ludzie zrzucają winę przykładowo za gwałt na kobiety, które zostały zgwałcone. Podobnie są tacy, którzy jak papież, zrzucają winę za bycie zamordowanym na satyryków - bo sami się o to prosili.

Problem w tym, że papież głupi nie jest - i nie jest to tylko kurtuazja z mojej strony. Do cholery - nie tylko, że nie zostałby tym, kim jest, gdyby był kompletnym idiotą. Papież Franciszek jest wykształconym człowiekiem - to jednak coś znaczy. A jeśli weźmie się pod uwagę jego pozycję - tym bardziej powinno go to zobowiązywać do głębszego zastanowienia się nad tym, co mówi.

One cannot offend, make war, kill in the name of one’s own religion — that is, in the name of God,”
“To kill in the name of God is an aberration.”

W odróżnieniu od poprzedniego cytatu ta wypowiedź brzmi rozsądnie. Papież jednak zdaje się zapominać o historii organizacji, którą reprezentuje. Zapomniał też, że nawet tu, w naszej kochanej, cywilizowanej Europie jeszcze wcale nie tak dawno różne rodzaje chrześcijan mordowały się wzajemnie (i nie mówię o setkach, ale o dziesiątkach lat w przeszłości). O tym, co robią muzułmanie nawet nie muszę chyba wspominać? To ta wypowiedź stała się powodem mojej wzmianki o ironii, która jest najwyraźniej niedostrzegalna dla papieża.

* * *

Papież Franciszek jest wielkim rozczarowaniem dla każdego człowieka sceptycznie nastawionego do religii, a do Kościoła Katolickiego w szczególności. Jak już wspomniałem, nabrał on wielu ludzi, którzy liczyli na zmiany w tej skostniałej, wrogiej ludzkości instytucji. Wydawało się, że jest on taki postępowy i że coś z tym zrobi - żeby Kościół był bardziej ludzki i przyjazny każdemu. Ja też na to liczyłem. Srodze się jednak na jego działaniach (czy raczej ich braku) zawiodłem. Ten wywiad był kroplą goryczy, która przepełniła czarę - bo chociaż złudzeń wyzbyłem się już jakiś czas temu, to jednak takiej wypowiedzi, która wzbudziłaby we mnie gniew niezależnie od tego, kto by ją powiedział, po nim się nie spodziewałem.

Nie zrozumcie mnie źle - los Kościoła wogóle mnie nie obchodzi. Ale ta instytucja ma wpływ na życie nie tylko swoich wiernych - co i tak jest dla mnie ważne, gdyż właściwie wszyscy moi krewni i znajomi są katolikami. Ma ona także wpływ na życie każdego innego człowieka, który musi żyć w kraju zdominowanym przez jej wpływy. Dlatego wolałbym, aby była ona bardziej ludzka (chociaż jeszcze bardziej bym chciał, aby zniknęła).

* * *

Na koniec mała bomba - czy papież wie, że z powodu jego wizyty na Filipinach zamykane są w więzieniach bezdomne dzieci (żeby nie przeszkadzały swoim wyglądem/obecnością w tak doniosłym wydarzeniu)? Czy zamierza coś z tym zrobić? Znaczy się poza wygłoszeniem wzruszającej przemowy? Może mógłby zagrozić natychmiastowym powrotem do Watykanu i/lub zażądać ich natychmiastowego uwolnienia? Zobaczymy.

I jeszcze jedno słowo na koniec. Swego czasu (ponad dwa lata temu), po kilku krótkich krytykach Kościoła powiedziałem sobie dość! Póki co koniec z tym. Teraz chcę też tak zrobić. Mam już dosyć tego tematu. Zamierzam zatem, niezależnie od tego, co znowu zrobi Kościół czy muzułmanie, nie zajmować się tym. Czy coś z tego wyjdzie? Zobaczymy.