niedziela, 18 stycznia 2015

Dlaczego to, co powiedział papież Franciszek jest głupie

Poprzednio zezłościłem się na to, co powiedział papież. Napisałem też, że być może wyjaśnię trochę bardziej szczegółowo, dlaczego uważam, że jego wypowiedzi są wg. mnie głupie. Po przemyśleniu sprawy uznałem, że w zasadzie jestem to winien tym, którzy mnie czytają.

Nie mogłem znaleźć niestety całego wywiadu. Nie sądzę jednak, aby te fragmenty komentowane w artykułach dostępnych w sieci były wyrwane z kontekstu - gdyby było inaczej, Watykan nie musiałby się z nich tłumaczyć.

Zacznę od przytoczonego poprzednio cytatu:

If my good friend Dr Gasparri says a curse word against my mother, he can expect a punch. It’s normal. It’s normal.

Nie zgadzam się z tym stwierdzeniem. Owszem - może się tak zdarzyć, gdy ktoś nie panuje nad sobą (co niestety często nam się zdarza). Ale nawet wtedy nie jest to aż tak przesadzona reakcja, że morduje się za głupi obrazek. Tak czy siak - krzywda fizyczna w odpowiedzi na słowa czy obrazki nie jest pożądaną reakcją i nie powinna być usprawiedliwiana w żaden sposób!

Dodatkowo papież, jako przedstawiciel Jezusa, powinien chyba pamiętać o jego naukach, czyż nie? (nadstawianie drugiego policzka itp)

You cannot provoke. You cannot insult the faith of others. You cannot make fun of the faith of others.

Dlaczego nie? Dlaczego religie mają być traktowane w specjalny sposób? Dlaczego mają być nietykalne? Wolno się wyśmiewać i krytykować praktycznie wszystko - od czyichś poglądów politycznych, przekonań, działania, postępowania, z partii politycznych, z filmów, wypowiedzi itd, itp. Dlaczego nie wolno tego robić w odniesieniu do religii?

There is a limit. Every religion has its dignity … in freedom of expression there are limits.

Nie chcę się tutaj wypowiadać na temat limitów wolności słowa - to obszerny temat i dyskusja o tym byłaby zbyt długa. Generalnie rzecz biorąc we wszystkim, co robię oraz we wszystkich swoich przekonaniach staram się być pragmatykiem. Dlatego mogę się z tym zgodzić z pewnymi zastrzeżeniami - nie ma czegoś takiego jak absolutna wolność słowa.

Ale nie mogę się zgodzić na jej ograniczanie z tak trywialnego powodu, że komuś może się nie spodobać, co ktoś inny ma do powiedzenia.

A co z tą godnością?

Śmiem twierdzić, że w żadnej religii nie ma ani krztyny godności. Nie może być - bo one same nie traktują człowieka z godnością. Owszem - twierdzą, że to robią. Ale nie można się tej godności doszukać ani w jej dogmatach, ani w postępowaniu. O dogmatach tak czy siak będę chciał kiedyś napisać. Tu wymienię tylko parę rzeczy z naprawdę niedalekiej przeszłości a często i z teraźniejszości, dotyczących dwóch największych religii świata.

A więc nie ma absolutnie nic godnego w ukrywaniu księży-pedofili przed wymiarem sprawiedliwości. Nie ma nic godnego w przenoszeniu ich do coraz to nowych parafii i dostarczaniu im tym samym świeżych ofiar. Nie ma nic godnego w traktowaniu kobiet jako gorszego gatunku człowieka, a homoseksualistów jak nie-ludzi. Nie ma nic godnego w ograniczaniu ich praw. Nie ma nic godnego w zagarnianiu coraz większego bogactwa przy jednoczesnym pochwalaniu biedy. Nie ma nic godnego w rozsiewaniu przepełnionych nienawiścią kłamstw na temat ateistów, homoseksualistów, żydów, innowierców i każdego, kto nie pasuje do wizji świata danej religii (czy raczej danego przywódcy religijnego - kapłana, polityka czy jeszcze kogoś innego). Nie ma nic godnego w brataniu się z ludobójczymi reżimami. Nie ma nic godnego we wspieraniu rasizmu i niewolnictwa. Nie ma nic godnego w mordowaniu z powodu namalowania głupiego obrazka. Nie ma nic godnego w zmuszaniu małych dziewczynek do małżeństwa z dorosłymi mężczyznami (często starcami). Nie ma nic godnego w okaleczaniu genitaliów małych dzieci obojga płci. Nie ma nic godnego w sprawianiu niepotrzebnego cierpienia zwierzętom.

They are provocateurs. And what happens to them is what would happen to Dr. Gasparri if he says a curse word against my mother. There is a limit.

Taki sposób myślenia, zrzucający winę na ofiary, jest wg. mnie jednym z najbardziej odrażających (chyba zaraz po traktowaniu pewnych grup społecznych jako ludzi gorszej kategorii - ale naprawdę, nie robiłem żadnych zestawień w tym stylu). Różni głupi ludzie zrzucają winę przykładowo za gwałt na kobiety, które zostały zgwałcone. Podobnie są tacy, którzy jak papież, zrzucają winę za bycie zamordowanym na satyryków - bo sami się o to prosili.

Problem w tym, że papież głupi nie jest - i nie jest to tylko kurtuazja z mojej strony. Do cholery - nie tylko, że nie zostałby tym, kim jest, gdyby był kompletnym idiotą. Papież Franciszek jest wykształconym człowiekiem - to jednak coś znaczy. A jeśli weźmie się pod uwagę jego pozycję - tym bardziej powinno go to zobowiązywać do głębszego zastanowienia się nad tym, co mówi.

One cannot offend, make war, kill in the name of one’s own religion — that is, in the name of God,”
“To kill in the name of God is an aberration.”

W odróżnieniu od poprzedniego cytatu ta wypowiedź brzmi rozsądnie. Papież jednak zdaje się zapominać o historii organizacji, którą reprezentuje. Zapomniał też, że nawet tu, w naszej kochanej, cywilizowanej Europie jeszcze wcale nie tak dawno różne rodzaje chrześcijan mordowały się wzajemnie (i nie mówię o setkach, ale o dziesiątkach lat w przeszłości). O tym, co robią muzułmanie nawet nie muszę chyba wspominać? To ta wypowiedź stała się powodem mojej wzmianki o ironii, która jest najwyraźniej niedostrzegalna dla papieża.

* * *

Papież Franciszek jest wielkim rozczarowaniem dla każdego człowieka sceptycznie nastawionego do religii, a do Kościoła Katolickiego w szczególności. Jak już wspomniałem, nabrał on wielu ludzi, którzy liczyli na zmiany w tej skostniałej, wrogiej ludzkości instytucji. Wydawało się, że jest on taki postępowy i że coś z tym zrobi - żeby Kościół był bardziej ludzki i przyjazny każdemu. Ja też na to liczyłem. Srodze się jednak na jego działaniach (czy raczej ich braku) zawiodłem. Ten wywiad był kroplą goryczy, która przepełniła czarę - bo chociaż złudzeń wyzbyłem się już jakiś czas temu, to jednak takiej wypowiedzi, która wzbudziłaby we mnie gniew niezależnie od tego, kto by ją powiedział, po nim się nie spodziewałem.

Nie zrozumcie mnie źle - los Kościoła wogóle mnie nie obchodzi. Ale ta instytucja ma wpływ na życie nie tylko swoich wiernych - co i tak jest dla mnie ważne, gdyż właściwie wszyscy moi krewni i znajomi są katolikami. Ma ona także wpływ na życie każdego innego człowieka, który musi żyć w kraju zdominowanym przez jej wpływy. Dlatego wolałbym, aby była ona bardziej ludzka (chociaż jeszcze bardziej bym chciał, aby zniknęła).

* * *

Na koniec mała bomba - czy papież wie, że z powodu jego wizyty na Filipinach zamykane są w więzieniach bezdomne dzieci (żeby nie przeszkadzały swoim wyglądem/obecnością w tak doniosłym wydarzeniu)? Czy zamierza coś z tym zrobić? Znaczy się poza wygłoszeniem wzruszającej przemowy? Może mógłby zagrozić natychmiastowym powrotem do Watykanu i/lub zażądać ich natychmiastowego uwolnienia? Zobaczymy.

I jeszcze jedno słowo na koniec. Swego czasu (ponad dwa lata temu), po kilku krótkich krytykach Kościoła powiedziałem sobie dość! Póki co koniec z tym. Teraz chcę też tak zrobić. Mam już dosyć tego tematu. Zamierzam zatem, niezależnie od tego, co znowu zrobi Kościół czy muzułmanie, nie zajmować się tym. Czy coś z tego wyjdzie? Zobaczymy.

piątek, 16 stycznia 2015

Obrażanie religii, cd

Poprzednim razem pisałem o absurdzie ograniczania swobody wypowiedzi w temacie religii oraz o absurdalnych oraz często barbarzyńskich i odrażających praktykach, które się wtedy stosuje.

Dzisiaj chciałem napisać, że chociaż krytykuję religię i uważam, że trzeba ją wyśmiewać, to nie chodzę po domach czy po ulicy, zaczepiając ludzi i wyzywając wierzących od idiotów (bo wcale ich za takich z resztą nie uważam). Nie narzucam się też nikomu z moimi poglądami - chociaż uważam, że ci, co chcą, powinni mieć swobodę w publicznym wyrażaniu takich (czy ogólnie każdych) przekonań.

Chciałem też napisać, że religie zasługują sobie na naszą (antyklerykałów) nienawiść oraz na wyśmiewanie - za to, co zrobiły i za to jakie są.

Chciałem napisać coś w tym stylu, ale konkrety wyleciały mi z pamięci. A to z powodu wypowiedzi Papieża Franciszka, który dał wyraźnie do zrozumienia, że autorzy Charlie Chebdo sami zgotowali sobie swój los (żeby nie powiedzieć, że sobie na niego zasłużyli)!

If my good friend Dr Gasparri says a curse word against my mother, he can expect a punch. It’s normal. It’s normal. You cannot provoke. You cannot insult the faith of others. You cannot make fun of the faith of others.
Źródło: The Guardian

Normalne?! Naprawdę?!

Szkoda, że prawie wszystkie polskie serwisy informacyjne, które przeszukałem w poszukiwaniu tego cytatu, wogóle o tym nie wspominają! Skupiają się bardziej na tym, jak to papież „potępił” zabijanie w imię religii itp. Tia...

Papież mówi jeszcze wiele absurdów na ten temat (często wzajemnie się wykluczających, często przesączonych ironią, zapewne dla niego niedostrzegalną), ale nie zamierzam się tutaj nad nimi rozwodzić - może następnym razem (albo i nie - nie wiem). Najbardziej mnie wkurzył właśnie sens całej wypowiedzi, który zrzuca całą winę na ofiary .

Najlepiej ujął to wg. mnie Mr. Deity:

Szkoda, że w Polsce nie mogę powtórzyć tych samych słów. Pewnie bylibyście wstrząśnięci, ale terapia szokowa czasem bywa zbawienna.

Papież Franciszek nabrał już nie jednego na swoją „dobroć” i „liberalizm”. Wielu do dzisiaj wierzy, że jest on inny niż cała reszta katolickich hierarchów. Mówił o tym jak to źle nienawidzić homoseksualistów. Ale nic z tym nie zrobił - nawet nie udawał, że zamierza. Mówił o tym, że pedofilia wśród kleru jest zła. Próżno szukać jakichś konkretnych działań w tym zakresie. Krytykował hierarchów za pychę i bogactwo. Nawet jeździł autobusem (wooow!). I na tym właściwie się skończyło. A - no tak. Wyszło parę nowych skandali i teraz bank watykański ma mieć „przejrzyste” finanse. Mówił pewnie jeszcze wiele innych rzeczy, których nawet nie słyszałem - bo o jego wypowiedziach dowiaduję się z popularnych mediów. Wszystko to na pokaz - bo ten „postępowy” papież jest w gruncie rzeczy taki sam, jak jego poprzednicy. I nie - nie powiem jaki, bo za to w Polsce czeka mnie kara.

Jak to ujął prawdziwie skądinąd papież Franciszek - jeśli obrażę Kościół, to mogę oczekiwać ciosu z jego strony .

* * *

To powiedziawszy chciałbym zaznaczyć, że nie powiedziałbym żadnych z tych rzeczy, co Mr. Deity o papieżu. Po prostu nie mój styl. I chociaż uważam, że to, co powiedział Franciszek jest odrażające i głupie, to jest to - co tu dużo mówić, najzwyczajniej głupie. Nie sądzę, aby powiedział to z pełną świadomością tego, co mówi. Po prostu nie przemyślał tego. Z resztą - nie miał większego wyboru zważywszy na to, że reprezentuje religię i ją próbował tak na prawdę chronić.

I jeszcze jedno. Naprawdę - dosyć mam już pisania o religii (w takim kontekście). Chciałbym napisać o czymś naprawdę ciekawym. Ale religia sama niejako prosi się o to, aby ją wciąż krytykować. Robię to też trochę po to, aby dać upust swoim nerwom - gdy widzę absurdy rodem z Monty Pythona dziejące się w realnym świecie, zamiast śmiechu ogarnia mnie po prostu czarna rozpacz.


Uznałem, że z powodu umieszczenia we wpisie tego filmiku, warto by na wszelki wypadek ustawić ostrzeżenie, że blog zawiera treści tylko dla dorosłych. Szkoda, że nie można ustawić tego tylko dla jednej strony, ale może kiedyś zmienię zawartość tego artykułu i przywrócę dawny charakter tego bloga.

niedziela, 11 stycznia 2015

Metro 2033

Ciężko to nazwać recenzją, chociaż taką etykietą jest oznaczony ten artykuł. Bardziej będzie to reklama pewnej bardzo dobrej książki .

Chodzi o książkę pod tytułem Metro 2033 Dmitrija Głuchowskiego, którą dostałem na gwiazdkę i którą właśnie dzisiaj skończyłem czytać. Nie jest to książka idealna, ale żadna taka nie jest, a ta książka mi przynajmniej tak bardzo przypadła do gustu, że osobiście śmiało mógłbym ją tak nazywać . Ma to o tyle znaczenie, że osobiście do książek jestem zrażony.

Książka jest z gatunku Science Fiction, ale nie lubię tego określenia(*). Dla mnie osobiście jest to powieść tajemnicy, a miejscami nawet grozy, osadzona w realiach postnuklearnego świata tuneli moskiewskiego metra.

(*) - Jak kiedyś mi się uda, to napiszę dlaczego .

Książka opowiada o perypetiach pewnego młodego człowieka, który próbuje uratować swoich bliskich przed nowym, nieznanym dotąd zagrożeniem. Po drodze przeżywa mnóstwo przygód, które doświadczają go głęboko i skłaniają do różnych przemyśleń. Jest ona przez to oprócz tego, że przygodowa, także trochę filozoficzna, a przede wszystkim na wskroś „humanistyczna”(*) (myślę, zaliczyć ją można przez to do podgatunku fantastyki socjologicznej). Nic dziwnego z resztą: wg. Wikipedii mistrzami Głuchowskiego byli m.in. tacy pisarze jak Stanisław Lem i bracia Strugaccy - wielcy pisarze tego poważnego, wschodniego nurtu fantastyki, najbardziej przeze mnie cenieni pisarze, nie tylko tego rodzaju literatury. Wisienką na torcie będzie informacja, że inspiracją dla autora były także gry komputerowe takie jak Fallout.

(*) - Traktująca o człowieku i jego problemach. Nie jestem do końca pewny, czy mogę tego słowa użyć w takim znaczeniu, ale niech tam...

Jak wspomniałem, książka ma parę słabych punktów. W jednym momencie wręcz wygląda, jakby autor nie miał wyjścia i musiał zastosować stary, sprawdzony trick o nazwie deus ex machina . Ogólnie jednak fabuła jako całość jest harmoniczna, a samo zakończenie nie jest wymuszone i do tego naprawdę zaskakuje (pod pewnymi względami - ale nie będę zdradzać więcej, niż muszę .

Książka, jeśli jeszcze się tego nie domyśliliście, jest wciągająca i ciekawa, i praktycznie cały czas trzyma w napięciu. Gdyby nie brak czasu skończyłbym ją pewnie nawet przed końcem starego roku (takie przerywane czytanie jednak trochę ujmuje z przyjemności czytania tak wciągającej książki).

Książka ma swoją kontynuację - Metro 2034. Nie zacząłem jeszcze jej czytać, ale liczę na równie udaną lekturę. Głuchowski stworzył też całe Universum świata Metro 2033 - jest to seria książek pisanych przez różnych autorów, których akcja dzieje się właśnie w świecie stworzonym przez Dmitrija Głuchowskiego. Co ciekawe, wśród tytułów znajduje się też jeden polski - „Dzielnica obiecana” Pawła Majki, dziejąca się w Krakowie. Myślę, że jeśli spodoba mi się druga część „Metra”, to sobie ją kupię i przeczytam .

Zdaję sobie sprawę z tego, że gusta są różne, ale osobiście mogę z czystym sumieniem polecić tę książkę każdemu fanowi SF, a nawet tym miłośnikom dobrej literatury, którzy za SF niespecjalnie przepadają.

czwartek, 8 stycznia 2015

Obrażanie religii

Świat obiegła wstrząsająca wiadomość o ataku islamskich fanatyków na redakcję francuskiego tygodnika satyrycznego Charlie Hebdo. W każdym bądź razie tę cywilizowaną, myśląca i wrażliwą część, bo co poniektórzy nie okazali się zbytnio wstrząśnięci.

Po prawej zamieściłem obrazek. Nie ma na nim proroka Mahometa, gdyż samo jego namalowanie stanowi śmiertelną (jak się nie raz już okazało) obrazę uczuć muzułmanów. Musimy jednak to szanować, gdyż Islam jest religią.

Jednak nie tylko muzułmanie zabraniają obrażania swojej religii. W Polsce za tzw. „obrazę uczuć religijnych” (Art. 196 KK) może grozić nawet do dwóch lat więzienia (dwa razy więcej niż za znieważenie symboli naszej ojczyzny) oraz wysoka grzywna (są to kwoty idące nawet w dziesiątki tysięcy, jeśli się nie mylę). Nawet kara za gwałt czy zabójstwo może być mniejsza.

Jak widać obraza czyichś uczuć to straszliwa zbrodnia. Tak straszliwa, że sam fakt MOŻLIWOŚCI jej popełnienia równoznaczny jest jej popełnieniu (sic)! Mówię o kuriozalnym wyroku sądu w sprawie Nergala, który to sąd uznał, że sama świadomość tego, że coś może kogoś obrazić oznacza, że jest się winnym tego czynu .

Dodatkowo owe uczucia nie są nigdzie zdefiniowane, więc każdy może sobie pozwać kogoś, jeśli to co mówi czy robi mu się najzwyczajniej w świecie nie spodoba, a sąd może sobie sam zinterpretować, czy ten ktoś obraził, czy nie obraził czyichś uczuć.

Nie zrozumcie mnie źle - nie zamierzam jęczeć, jak to w Polsce prześladowani są antyklerykałowie. Nie morduje się nas w okrutny sposób jak w państwach muzułmańskich, czy jak kiedyś, gdy Kościół miał większą władzę. A chociaż wspomniane prawo nie jest martwe, to rzadko słyszy się o jego stosowaniu. Generalnie rzecz biorąc mamy dosyć sporą swobodę krytycznego wypowiadania się na temat Kościoła i religii(*)

(*) - Bynajmniej nie dzięki łaskawości Kościoła czy władzy. Po prostu większość wiernych rozumie bzdurność tego przepisu, nie mówiąc już o tym, że oni także widzą wady instytucji, do której należą a nawet absurdalność niektórych „prawd wiary”, które zobowiązani są wyznawać.

Chcę tylko zwrócić uwagę, że ta sama zasada, która każe islamskim fanatykom mordować niewinnych ludzi za coś tak trywialnego, jak narysowanie obrazka stoi u podstaw ograniczania swobody wypowiedzi w krajach (nie tylko) chrześcijańskich - mam tu na myśli całkowity zakaz krytyki wobec dominującej władzy.

Jest to cecha charakterystyczna każdej tyranii, systemu totalitarnego czy autorytarnego (i diabli niech wezmą różnicę między nimi). I tak jak żadnemu takiemu systemowi cenzura nie pomogła w utrzymaniu swojej władzy, tak samo nie pomoże ona żadnej religii.

* * *

Na całym świecie rysownicy oddają cześć zamordowanym satyrykom. Ja rysownikiem nie jestem, ale też chciałbym im oddać jakąś cześć (mimo, że w ogóle ich nie znałem). Napisałem ten artykuł, bo chciałbym, aby stał się on chociaż drobniutkim przyczynkiem do uwolnienia się od szaleństwa religii, która była przyczyną ich śmierci

wtorek, 6 stycznia 2015

Single nie są wierni?

Dzisiaj króciutko. W sumie od samego początku chciałem pisać m.in. takie artykuły, ale jak do tej pory wychodziły mi same przydługaśne czytadła

Odnośnie artykułu - wytłuszczona myśl nie jest moja, ukradłem ją, ale uważam, że warto ją rozpowszechniać. Poza tym nie wszyscy czytają te blogi czy artykuły, co ja.

Niedawno przeczytałem o niejakim abp Marku Jędraszewskim, wiceprzewodniczącym Konferencji Episkopatu Polski i metropolicie łódzkim, który powiedział że:

„Kultura singli nie jest w stanie zaakceptować wierności Komuś i życia dla Niego”

No cóż, pan arcybiskup z pewnością wie to najlepiej - w końcu sam jest singlem.

A tak na poważnie, mnie jako singla wkurzają takie wypowiedzi. Jestem wierny swojej rodzinie i ogólnie każdemu, kto jest mi bliski. Że co - nie mam żony? Ale zdolność do bycia wiernym nie ma nic wspólnego z małżeństwem. Wystarczy z resztą spojrzeć na statystyki.

Pan Jędraszewski mówi w wywiadzie jeszcze trochę na temat normalności i rodziny. Ciężko się nie uśmiechnąć złośliwie, biorąc pod uwagę to, jaką organizację reprezentuje pan arcybiskup.

* * *

Do poczytania: wywiad w Idziemy.

niedziela, 7 grudnia 2014

Czy Tytanik zatonął

Kilka dni temu obejrzałem filmik na youtube, w którym autor przekonywał, że to wcale nie Tytanik zatonął w nocy z 14 na 15 kwietnia 1912 roku na Atlantyku.

W skrócie: 20 września 1911 roku siostrzany statek Tytanika Olimpik miał zderzenie z okrętem wojennym HMS Hawke. Został on uszkodzony tak poważnie, że nie był już zdolny do pływania. Winny miał być kapitan Olimpika, więc jego właściciele nie dostali żadnego odszkodowania. Ułożyli więc oni sprytny plan, który miał im to odszkodowanie zagwarantować - podmienili Olimpika z Tytanikiem, po czym specjalnie spowodowali wypadek zatapiając go.

Jako dowód służyć miał fakt, że na śrubach wraku spoczywającego na dnie oceanu widnieje numer 400 - a to był numer Olimpika.

I tu się zaczynają pierwsze niezgodności. Szukając więcej informacji na ten temat natknąłem się na wzmianki o tym, że na śrubach wraku widnieje w rzeczywistości numer 401 - czyli były to śruby z Tytanika! Znalezione w necie obrazki potwierdzają to. Czyli autor filmiku się mylił.

Ale to nie koniec całej sprawy. Zalinkowany obrazek znalazłem na pewnej stronie, której autor również twierdził, że nastąpiła zamiana statku w celu wyłudzenia odszkodowania. Tutaj jednak autor jako dowód podawał właśnie fakt, że na śrubach wraku widnieje numer 401, ponieważ śruba owa pochodziła z Tytanika i została użyta jako część zamienna przy naprawie Olimpika (co akurat jest prawdą).

Na tej i innych stronach poświęconych tej teorii spiskowej przedstawione są też inne dowody przemawiające za tym, że statki zostały ze sobą zamienione. Do tego ta historia wcale nie jest taka niedorzeczna, jak inne tego typu hipotezy.

Dowody owe są jednak naprawdę mało przekonujące (kilka mało wyraźnych zdjęć i trochę spekulacji). Dodatkowo Olimpik przeszedł w końcu gruntowny remont i mógł pływać i zarabiać na siebie. Odszkodowanie musiałoby być naprawdę wysokie, żeby pokryć wszystkie koszty związane z jego naprawą oraz zorganizowaniem oszustwa oraz zadośćuczynić za niezarobione pieniądze. A przecież przy tak wielkim przedsięwzięciu pracować musiała cała masa ludzi. Jednak nikt nigdy nie napomknął nawet o żadnym przerabianiu Tytanika na Olimpika i na odwrót.

Tak więc czy jestem na 100%, bez cienia wątpliwości przekonany o tym, że ta teoria spiskowa jest fałszywa? Nie. Nie zgłębiałem tego tematu aż tak bardzo, żeby rozwiać wszystkie wątpliwości, poza tym, jak już wspomniałem, wyjątkowo ma ona sens.

Obowiązek dostarczenia dowodów leży jednak zawsze po stronie tych, którzy wysuwają jakąś tezę - a nie na tych, którzy mają zostać przekonani. A te dowody są zbyt słabe aby mnie przekonać. Jakby to ujął Carl Sagan - nadzwyczajne twierdzenia wymagają nadzwyczajnych dowodów. Dlatego póki co pozostanę przy klasycznej wersji wydarzeń.

środa, 26 listopada 2014

Horror klasy E

Co jakiś czas słyszę od różnych ludzi albo z różnych mediów o szkodliwych dodatkach do żywności, konserwantach, „tych wszystkich E” - jednym słowem(*): sama chemia .

(*) - Wcale nie, bo dwoma .

Jest to o tyle denerwujące, że dzięki tym dodatkom (no dobra - nie dzięki wszystkim) mamy żywność, która się szybko nie psuje - a to bardzo dużo znaczy, z czego ludzie, przyzwyczajeni już do nowożytnej długiej trwałości i wysokiej jakości jedzenia, nie zdają sobie sprawy. Ludzi tych również najwyraźniej nie zastanowiło też, że jeśliby te substancje były aż takie szkodliwe, to nigdy nie zostałyby dopuszczone do użytkowania w jedzeniu.

Nie chcę, aby mnie tutaj źle zrozumiano - też wolałbym jeść świeżutkie jedzonko, nieopryskiwane (chociaż to akurat dałoby się łatwo osiągnąć) i bez konserwantów. Ale nie zawsze się da. Z resztą - do żywności dodaje się dodatki już od zarania dziejów. Zwykła sól czy ocet (E260) czy nawet zwykły cukier (jako gęsty syrop) - to znakomite konserwanty, skutecznie powstrzymujące rozwój bakterii. Mało kto wie, ale nasze zwykłe, „naturalne” przyprawy (pieprz, tymianek, bazylia itp.) stosowano pierwotnie również właśnie w tym celu!

Niesławne benzoesany sodu (E211) czy glutaminiany sodu (E621) występują naturalnie w wielu roślinach (i to wcale nie egzotycznych). Co prawda jako konserwanty znajdują się one w naszym jedzeniu w większych ilościach niż w naturze, ale nawet wtedy są bezpieczne(*).

(*) - Tak, wiem. Jak się zje tego bardzo dużo, to może zaszkodzić. To samo dotyczy wszystkiego innego, włączając w to niesławny tlenek wodoru .

Ludzie boją się „chemii” (czy raczej tego, co określi się tym słowem), ponieważ jej nie rozumieją. To, co wynieśli ze szkół, to pamięć ciekawych czasem eksperymentów (kolorowych, wydających dźwięki czy różne zapaszki) oraz „skomplikowane” wzory chemiczne i „bezsensowne” regułki. A przecież chemia to wszystko, co nas otacza - w tym także my sami.

Z resztą, co tu dużo mówić. Substancje te zostały zbadane i stwierdzono, że nie stanowią zagrożenia dla zdrowia. A jeśli ktoś jest zdrowy, w miarę rozsądnie się odżywia i nie prowadzi osiadłego trybu życia, to myślę, że w ogóle nie musi na ich zawartość w jedzeniu zwracać uwagi.

A na koniec bonus - mała lista względnie znanych substancji, których nigdy byście nie podejrzewali o bycie E :

  • E140 - chlorofile (tak, te z liści roślin)
  • E150a - karmel
  • E153 - węgiel roślinny
  • E160a - karoteny (nadają kolor przykładowo marchewkom - stąd ich nazwa)
  • E170 - węglan wapnia (tworzy nasze zęby i kości)
  • E181 - taniny (w liściach roślin, to one tworzą ciemnobrązowy osad po herbacie)
  • E260 - kwas octowy (po rozcieńczeniu - ocet)
  • E290 - dwutlenek węgla (jak w wodzie gazowanej, jakby ktoś nie kojarzył)
  • E300 - witamina C
  • E330 - kwasek cytrynowy
  • E392 - ekstrakty z rozmarynu (roślinka w miarę znana, chociaż o ekstraktach nie słyszałem)
  • E406 - agar, taka „naturalna” galaretka z alg
  • E901 - wosk pszczeli (a co!)
  • E948 - tlen (inne pierwiastki też tam są)
* * *

Do poczytania