Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Biologia. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Biologia. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 19 marca 2017

Czy dinozaury były gadami, czyli parę słów o systematyce

Pytanie czy dinozaury były gadami spotykam dosyć często, dlatego postanowiłem napisać to wyjaśnienie. Jest to jednak tak po prawdzie tylko pretekst, aby napisać parę słów o sensie, sposobach i niejako filozofii klasyfikacji istot żywych. Wyszło dłużej niż myślałem (spróbowałem podzielić całość na mniejsze fragmenty), ale mam nadzieję, że mój przekaz będzie dosyć jasny.

I

Ludzie lubią dzielić różne rzeczy czy zjawiska na odrębne kategorie. Dotyczy to także świata ożywionego. Przynajmniej od tak dawna, jak długo posługujemy się mową, ludzie dzielili zwierzęta na różne rodzaje. Dlatego mamy w naszych językach słowa na określenie ptaków, gadów/płazów, ryb, robaków itp.

Niektóre takie słowa mają raczej nowożytne pochodzenie. Podejrzewam, że takim słowem jest ssak, dlatego nie wymieniłem go wyżej. Pozostałe mają jednak raczej dawne pochodzenie, więc wymienienie ich na tej liście wydaje się w miarę bezpieczne. Tak czy siak chodzi mi tylko o zilustrowanie pewnego zjawiska.

Podziałów tych dokonywano na podstawie ogólnych podobieństw. Były one jednak niezbyt rygorystyczne – niektórzy do ryb zaliczali przykładowo wieloryby (co zdaje się czasem pokutować aż do dzisiaj), a w Biblii można znaleźć fragment zaliczający nietoperze do ptaków.

Nie jest to wcale głupie, jak można by sądzić – w każdym bądź razie jeśli uznamy to, że Biblia pisana była po prostu przez ludzi. Jeśli jednak ktoś wzorem biblijnych fundamentalistów wierzy w nieomylność Biblii, to staje się to po prostu śmieszne.

sobota, 8 listopada 2014

Modyfikowane genetycznie, ale nie GMO

Gdy przeglądałem niedawno nagłówki na Onecie, rzucił mi się w oczy taki tytuł:

„Polacy pracują nad nową formą hodowlaną jęczmienia”

Coś mnie tknęło - pomyślałem sobie „kurczę, mogę się założyć, że będzie jakaś brednia o GMO”.

I nie pomyliłem się. Oto fragment artykułu (Na wszelki wypadek, gdyby zniknął z sieci. Parę razy się tak stało - gdy później próbowałem znaleźć na Onet.Biznesie jakiś artykuł, już go tam nie było!):

W Katedrze Genetyki Uniwersytetu Śląskiego w Katowicach od wielu lat prowadzone są badania nad mutagenezą chemiczną jęczmienia, która może prowadzić do powstania pojedynczych zmian w kodzie genetycznym. Do genomu rośliny nie są jednak wprowadzane obce geny, pochodzące od innych gatunków. Nie są to więc organizmy modyfikowane genetycznie i bez żadnych ograniczeń mogą być wykorzystywane w hodowli.
(Pogrubienie moje)

Nie znalazłem nazwiska autora. Może nie zauważyłem, ale tak po prawdzie, to może nawet i lepiej dla tego człowieka.

Najpierw pewne wyjaśnienie. Kod genetyczny to, mówiąc najprościej, sposób, w jaki kodony (trójki nukleotydów) są zamieniane na odpowiednie aminokwasy. Co miał na myśli autor (chociaż szczerze mówiąc mam wątpliwości związane z użyciem tutaj tego słowa) to sekwencja DNA - sekwencja nukleotydów, która koduje informację genetyczną. Gdyby to sprawdził, napisałby o jedną bzdurę mniej.

Wytłuściłem w cytacie dwa kluczowe sformułowania. Autor najpierw pisze, że zmienia się w roślinach DNA, aby zaraz potem napisać, że nie są one modyfikowane genetyczne. Jakim trzeba być imbecylem, żeby coś takiego napisać?

Kluczem do tej zagadki jest, jak sądzę, zdanie, które znajduje się pomiędzy dwoma wytłuszczonymi fragmentami - to nie jest GMO, ponieważ do genomu nie są wprowadzane „obce geny” .

Gdyby ludzie uważali na lekcjach wiedzieliby, że geny to nie małe złośliwe demony wprowadzane po kryjomu do jedzenia przez szalonych naukowców pracujących dla złych korporacji, które czekają tylko, abyśmy je zjedli po to, aby zafundować nam raka, alergie, autyzm, ew. impotencję lub wyrastające baranie rogi (whatever).

Geny to kawałki DNA, które kodują białka lub. ew. funkcjonalne fragmenty RNA (trudno podać ścisłą definicję genu). Mamy je wszyscy. Co więcej - DNA mutuje. U ludzi między rodzicami a ich potomstwem jest średnio ok. 130 mutacji. Dzieci są - uwaga - zmodyfikowane genetycznie, w stosunku do swoich rodziców!

Wprowadzanie do roślin czy zwierząt „obcych genów” jest tak samo(*) GMO, jak hodowla metodą doboru sztucznego i krzyżówek lepszej pszenicy czy większych jabłek!

(*) - No dobra, nie tak samo. Ale łapiecie, o co chodzi.

Jak każda metoda ma ona swoje wady i zalety, oraz związane z tym niebezpieczeństwa. Ale nie jest to jakaś diaboliczna, nienaturalna (cokolwiek miałoby to znaczyć) metoda modyfikacji organizmów. Co więcej - horyzontalny transfer genów (takie „naturalne GMO”) zachodzi normalnie w przyrodzie (jest to jeden z problemów z GMO - geny dające odporność zbożu mogą z pewnym małym, ale zawsze, prawdopodobieństwem zostać przeniesione na chwasty).

GMO jest naszą przyszłością. Jeśli chcemy wyżywić ciągle wzrastającą ilość ludzi, niszcząc i zanieczyszczając przy tym nasze środowisko jak najmniej, jest to jedyna opcja. Dzięki GMO możemy wyprodukować też bardziej odżywcze rośliny (co jest pożądane dla osób cierpiących na różnego rodzaju nietolerancje pokarmowe).

Ale ludzie w swojej ignorancji uważają, że GMO to jakieś czarna magia mająca nas wykończyć (bo to jest przecież cel każdej światowej konspiracji). Takie bzdury są rozpowszechniane i brane na poważnie przez ludzi, w tym przez ustawodawców. To dzięki takim debilom nie mamy jeszcze powszechnie dostępnej taniej i zdrowej żywności, tylko „naturalne”, opryskiwane i nawożone jedzenie (a jeszcze do tego jakieś BIO/Ekologiczne-gówna).

niedziela, 4 sierpnia 2013

Jean-Baptiste Lamarck

Jean-Baptiste Lamarck (1744 -1829).
Autor: Charles Thévenin (public domain).
Źródło: Wikipedia.

1 Sierpnia 1744 narodził się Jean-Baptiste Pierre Antoine de Monet, Chevalier de Lamarck (take that, Albus Percival Wulfryk Brian Dumbledore ), znany bardziej jako po prostu Lamarck.

Dzisiaj prawie nikt o nim nie pamięta - a jeśli już, to jako twórcę zdyskredytowanej teorii ewolucji, nazwanej od jego nazwiska Lamarkizmem. A to niedobrze, gdyż był on wielkim człowiekiem i wybitnym naukowcem.

Lamarck zaczynał jako żołnierz (dostał nawet awans na oficera za wykazanie się odwagą na polu bitwy), później przez krótki czas pracował jako bankier, a następnie zaczął interesować się medycyną, chemią, botaniką a nawet meteorologią.

Został znamienitą postacią ówczesnej nauki. Napisał liczne dzieła naukowe (m.in. wielotomowe Florę Francji czy podręcznik zoologii bezkręgowców). Opiekował się królewskim ogrodem botanicznym, a następnie - po przekształceniu go w Muzeum Historii Naturalnej, w czym udział miał również sam Lamarck - katedrą „zwierząt niższych”.

Stworzył lub przyczynił się do współczesnego rozumienia takich pojęć jak biologia czy bezkręgowce.

wtorek, 5 marca 2013

Męty ciała szklistego

Męty ciała szklistego.
Autor: Acdx (public domain).
Źródło: Wikipedia.

Czy zdarzyło się komuś z was widzieć przed oczami jakieś takie robaczki, czy coś w tym stylu? Zawsze myślałem, że to jakieś brudy na powierzchni oka.

Kiedyś przez krótki czas myślałem nawet, że w skutek dyfrakcji czy interferencji widzę zarysy bakterii pływających na powierzchni mojego oka .

Okazuje się jednak, że są to zanieczyszczenia gromadzące się wewnątrz oka ! A konkretnie w tzw. ciele szklistym oka.

Robaczki owe noszą swojską nazwę mętów ciała szklistego (ang. floaters, łac. Muscae volitantes - latające muszki).

Są one widoczne dlatego, że rzucają cień na siatkówkę oka (są przezroczyste, ale różnią się gęstością od ciała szklistego, więc załamują światło).

Przyczyny ich powstawania są różne i generalnie nie stanowią one żadnego złego objawu ani nie zagrażają naszemu zdrowiu ani pracy oka. Dlatego nie ma sensu się nimi przejmować - szczególnie, że nie ma skutecznych metod ich usuwania. Jest to po prostu coś, co się nabywa wraz z wiekiem - jak zmarszczki czy żółte zabarwienie białka oczu (twardówki).

Czasem oczywiście, jeśli takich mętów nagromadzi się naprawdę dużo, może to być objawem jakiejś choroby - ale są one widoczne dla okulisty w trakcie zwykłego badania, więc też nie trzeba raczej z tego powodu panikować i biegać po niewiadomo jakich specjalistach.

Jeśli ktoś jest w stanie zobaczyć owe robaczki (zjawisko to ma nawet swoją własną nazwę - myodesopsia), to może nawet - jeśli naprawdę mu się nudzi - pobawić się w próbę uchwycenia takiego robaczka w centrum pola widzenia .

poniedziałek, 25 lutego 2013

Panspermia

Wiemy, że niektóre prokarionty, a nawet organizmy wielokomórkowe, potrafią przetrwać w skrajnych warunkach panujących w przestrzeni kosmicznej. Niektórzy naukowcy wysnuli więc hipotezę tzw. panspermii, wg. której życie na Ziemi przywędrowało z kosmosu.

Hipoteza ta nie wyjaśnia rzecz jasna pochodzenia życia jako takiego, a jedynie skąd życie wzięło się na planecie Ziemia. Problem z tą hipotezą jest jednak taki, że tak po prawdzie ona niczego nie wyjaśnia. Nie wiemy co prawda, jak powstało życie na Ziemi, ale nie znamy również żadnych dowodów ani argumentów przemawiających za panspermią, dlatego wyrzucanie tego pytania w kosmos niczego nie zmienia, a jedynie komplikuje niepotrzebnie całą zagadkę. Poza tym posiadamy już całkiem niezłe pojęcie, w jaki życie mogło powstać (podpowiedź: nie potrzeba żadnych cudów-niewidów), co czyni tę hipotezę zupełnie zbędną i jeszcze mniej prawdopodobną (szczególnie, że w naszym układzie Ziemia jest jedynym znanym obiektem, na którym istnieje życie).

Okazuje się jednak, że odwrotna hipoteza panspermii - mówiąca o tym, że życie które powstało na Ziemi mogło zawędrować na inne planety układu słonecznego, jest całkiem prawdopodobna.

Niedawno natrafiłem na ciekawy artykuł, w którym autor szczegółowo opisuje wyliczenia naukowców dotyczące prawdopodobieństwa trafienia kawałków Ziemi (powstałych wskutek uderzenia olbrzymiej asteroidy) na różne obiekty układu słonecznego. Okazuje się, że szanse na to, że coś zawierającego ziemskie żyjątka trafi na Marsa, czy nawet do Unii Europejskiej na Europę są naprawdę duże.

Oczywiście inna sprawa, czy na tych ciałach życie, jeśli już tam jakoś dotrze, będzie się mogło rozwijać. Każdego zainteresowanego odsyłam z resztą do wspomnianego artykułu, w którym można przeczytać więcej ciekawych rzeczy.


Do poczytania

wtorek, 12 lutego 2013

Karol Darwin

Karol Darwin w wieku 45 lat.
Autorzy: Henry Maull, John Fox
(public domain). Źródło: Wikipedia.

204 lata temu urodził się Karol Darwin (1809 - 1882) - jeden z najsławniejszych i uznawany za jednego z największych naukowców na świecie. Jako pierwszy(*), razem z Alfredem Russelem Wallace'em, wyjaśnił zjawisko ewolucji proponując jako główny jej mechanizm dobór naturalny.

(*) - Teoria Darwina nie była pierwszą próbą wyjaśnienia mechanizmów ewolucji. Przed Darwinem wielu jeszcze uczonych próbowało rozwiązać tę zagadkę. Na szczególną uwagę zasługuje teoria Lamarcka, która była pierwszą pełną i naukową teorią ewolucji. Teoria Darwina była jednak pierwsza, która w miarę poprawnie wyjaśniała fenomen ewolucji biologicznej.

Znany jest nie tylko z tego, że zaproponował swoją teorię ewolucji. Każdy, kto choć trochę o nim słyszał, wie z pewnością o podróży statkiem Beagle, w czasie której dokonał wielu odkryć oraz zgromadził materiały dowodowe mające poprzeć jego teorię. Był obeznajmiony nie tylko z biologią, ale również z geologią (i wieloma innymi dziedzinami wiedzy), co z pewnością pomagało mu w karierze naukowej.

Najbardziej chyba znana
karykatura Karola Darwina.
Autor: nieznany (public domain).
Źródło: Wikipedia.

Wiekopomnym dziełem Darwina była książka: „O powstawaniu gatunków”, ale nie był to jego jedyny wkład w rozwój nauki. Oprócz napisania innych książek dotyczących ewolucji Darwin prowadził również liczne badania z dziedziny zoologi, botaniki czy ekologii.

Zaproponowana przez Darwina teoria była tak radykalna, że niektórzy ludzie z powodów ideologicznych odrzucają ją do dziś. Jak można się spodziewać, ludzie tacy zamiast odpierać argumenty na rzecz wspomnianej teorii wolą uciekać się do oszczerstw. I tak - Darwin był oskarżany o bycie rasistą, o to, że jego teoria była źródłem nazistowskich zbrodni itp. Co ciekawe, ci sami ludzie często powtarzają plotkę, jakoby Karol Darwin nawrócił się na łożu śmierci (*) - nie mogąc się najwyraźniej zdecydować, czy wolą przeciągnąć wielkiego naukowca „na swoją stronę”, czy zdemonizować go jako „swojego wroga”.

(*) - Miałoby to w jakiś dziwny sposób być dowodem na to, że teoria ewolucji jest fałszywa.

czwartek, 10 stycznia 2013

Pomarszczone palce po kąpieli

Pomarszczony palec.
Autor: Fir0002/Flagstaffotos. Źródło: Wikipedia.

Każdy, kto zbyt długo siedział w kąpieli z pewnością zauważył, że pomarszczyła mu się skóra na palcach (dłoni i stóp).

Zawsze myślałem, że to dlatego, że woda zmywa ochronną warstwę łoju ze skóry, która nasiąka potem wodą. To samo wytłumaczenie słyszałem od innych i czytałem o nim tu i ówdzie.

Okazuje się, że to nie jest prawda.

W 1935 roku odkryto, że osobom z uszkodzonym nerwem pośrodkowym skóra zanurzona w wodzie nie marszczy się - co sugerowało, że układ nerwowy odgrywa kluczową rolę w tworzeniu się zmarszczek na palcach. Niedawne badania (Einar P.V. Wilder-Smith, Adeline Chow (2003); Einar P. V. Wilder-Smith (2004)) wykazały, że efekt jest spowodowany tzw. wazokonstrykcją - tj. obkurczaniem się naczyń krwionośnych. Woda najprawdopodobniej zapoczątkowuje całą reakcję, ponieważ zaburza równowagę elektrolityczną w skórze (czyli nasiąkanie skóry wodą ma z tym jednak coś wspólnego ).

Właśnie skończyłem też czytać artykuł (dzięki któremu zresztą się o tym dowiedziałem), który mówił o pewnym badaniu dotyczącym zalet ewolucyjnych takiego obkurczania się palców.

Jako pluralista(*) uważam, że nie wszystko musi dawać przewagę w „walce o byt”. Niektóre rzeczy upowszechniają się w populacjach „na doczepkę”, a inne po prostu się zdarzają. Jednak we wspomnianym badaniu sprawdzano, czy pomarszczone palce dają jakąś przewagę przy manipulowaniu przedmiotami. Okazuje się, że tak - ale tylko w przypadku, jeśli przedmiot jest wilgotny. Być może więc owo marszczenie się rzeczywiście dawało jakąś przewagę naszym przodkom w - przykładowo - zdobywaniu pożywienia w zbiornikach wodnych(**).

(*) - Pluralista w biologii ewolucyjnej to ktoś, kto jest świadomy istnienia i działania wielu różnych mechanizmów ewolucyjnych (selekcja, dryf, mutacje). Przeciwieństwem pluralizmu jest adaptacjonizm, wg. którego jedynym liczącym się mechanizmem jest dobór naturalny. Ja sam co prawda biologiem nie jestem, ale ewolucją interesuję się amatorsko.

(**) - W komentarzu pod artykułem ktoś napisał, że to popiera hipotezę wodnej małpy. Wg. mnie ta cecha jest neutralna względem tej hipotezy, ponieważ przystosowanie to - jeśli rzeczywiście jest to przystosowanie (patrz poprzedni przypis) - mogło powstać w jakimkolwiek środowisku. Jedyne wymaganie jest takie, że nasi praprzodkowie musieli poświęcać sporo czasu na zdobywanie pożywienia w wodzie - ale nie koniecznie w głębinach, pływając. Wystarczyłby zwykły brzeg strumyka.

* * *

Uzupełnienie

Nie czytałem oryginalnej pracy (nie interesowało mnie to aż tak bardzo), i chociaż podejrzewałem, ze hipoteza o marszczących się palcach jako adaptacji wygląda na mocno naciąganą, to nie jestem aż takim ekspertem, abym mógł to wykazać. Dlatego starałem się napisać w miarę wyważony artykuł, który nie odrzuca ad hoc hipotezy przystosowawczej.

Jednak moje podejrzenia okazały się słuszne. T. Ryan Gregory na swoim blogu Genomicron opisał z punktu widzenia biologa ewolucyjnego, co dokładnie jest nie tak z tą hipotezą i z pracą naukową, która stara się ją poprzeć.

Oto parę z problemów:

  • Dlaczego marszczenie się trwa tak długo (no tak - mogłem sam na to wpaść)?
  • Dlaczego efekt jest najsilniejszy w ciepłej wodzie (w naturze nie ma zbyt wiele ciepłej wody)?
  • Skoro to jest adaptacja służąca do odprowadzania wody i polepszenia chwytu, dlaczego silnie zależy od zasolenia i pH wody?

No i najważniejsze - jeśli to ma być adaptacja, to ta konkretna cecha musi być dziedziczna i podlegać zmienności - a tego w tym przypadku nie wiadomo.

Niektórych faktów nie znałem, ale w sumie mogłem sam dojść do podobnych wniosków (pytań). No cóż, nic straconego - człowiek uczy się całe życie .

piątek, 4 stycznia 2013

Carl Woese

Carl Woese (1928-2012) w 2004r.
Autor: Don Hamerman. Źródło: Wikipedia.

Wczoraj dowiedziałem się, że 30 grudnia ubiegłego roku, w wieku 84 lat zmarł Carl Woese. Był słynnym amerykańskim biologiem znanym przede wszystkim z hipotezy trzech domen życia i odkrycia Archebakterii, oraz z hipotezy świata RNA. Postulował również istnienie okresu w historii życia na Ziemi, w czasie którego zachodził intensywny horyzontalny transfer genów pomiędzy wszystkimi mikroorganizmami. Chociaż te hipotezy nadal wzbudzają kontrowersje, nie ulega wątpliwości, że wniosły one trwały wkład w rozwój biologii.

To dzięki niemu możemy dzisiaj doceniać niesamowitą różnorodność prokariontów, stanowiącą ogromną większość różnorodności życia. Dzięki niemu także zaczęliśmy w ogóle dostrzegać mikroorganizmy jako godne uwagi, ewoluujące i różnorodne organizmy. Jego prace i odkrycia miały również ogromny wpływ na poszukiwanie życia pozaziemskiego.

wtorek, 6 listopada 2012

Aborcja

Podsumowanie

Niedawno było święto zmarłych, więc pozwolę sobie z tej okazji napisać coś niecoś o sprawach życia i śmierci.

Obecnie trwa w Polsce burza na temat aborcji(*). Politycy głosowali za tym, żeby zaostrzyć i tak już bardzo restrykcyjną ustawę, dzięki czemu miała by ona teraz uniemożliwiać nawet usunięcie płodu o którym wiadomo, że urodzi się kalekim dzieckiem, które będzie przez to cierpieć i przez co cierpieć będzie jego otoczenie (że o ciążach pochodzących z gwałtu nie wspomnę). Co ciekawe, politycy mieli w tych głosowaniach pełną swobodę ponieważ to była niby ich sprawa światopoglądowa. Nie mówię, że to źle, ale można by się zastanowić, czy taki światopogląd, który zrównuje połowę społeczeństwa de facto z jakimiś hodowlanymi zwierzętami nie posiadającymi władzy nad własnym życiem i służącymi do rozrodu jest warty szacunku, że o posiadaniu go nie wspomnę.

(*) - Jak dla mnie jest to odwracanie uwagi od rzeczywistych problemów, ale mniejsza o to.

Podobnie Kościół wypowiedział się w obronie owych polityków, że nie wolno ich krytykować, ponieważ w takich sprawach ludzie powinni kierować się własnym sumieniem. Ciekawe, czy biskupi mówili by to samo, gdyby politycy głosowali niezgodnie z tych biskupów poglądami? Ciekawi mnie również - skoro to jest sprawa osobistego sumienia - dlaczego Kościół nie zostawi tego sumieniu ludzi? Dlaczego zamiast tego próbuje narzucać swoją ideologię społeczeństwu - albo z ambony, głosząc swoje nauki, albo za pomocą ustawy uchwalanej przez posłów działających zgodnie z naukami i wolą Kościoła? Poza tym - no weźcie - to są przecież politycy! Generalizuję teraz, ale na podstawie tego co można zobaczyć w polskiej i nie tylko polityce, śmiem twierdzić, że politycy głosują zgodnie z własnymi sumieniami (cokolwiek by to miało znaczyć) tylko wtedy, kiedy im to pasuje.

Dla przeciwwagi i niejako dla otuchy przytoczę tu jeszcze orzeczenie sądu w Strasburgu w sprawie 14-latki, która została zgwałcona i której bezprawnie odmówiono usunięcia ciąży. Dla przypomnienia: w 2008 roku została zgwałcona i zaszła w ciążę 14-letnia dziewczyna. Wg. polskiego prawa mogła przeprowadzić aborcję, jednak szpitale odmawiały jej tego, w zamian proponując rozmowę z księdzem (sic!) . W końcu po długich męczarniach i szykanach ze strony zarówno społeczeństwa, jaki i państwa oraz lekarzy aborcję jednak przeprowadzono. Wyrok trybunału w Strasburgu brzmi: Polska naruszyła trzy przepisy europejskiej konwencji o ochronie praw człowieka i podstawowych wolności: zakaz nieludzkiego i poniżającego traktowania, prawo do poszanowania życia prywatnego i rodzinnego, a także prawo do wolności i bezpieczeństwa osobistego (i musi w związku z tym zapłacić odszkodowanie). Oczywiście "obrońcy nienarodzonego życia"(*) nie biorą takich praw pod uwagę, ponieważ jakieś tam rozwijające się komórki, które nie posiadają nawet jeszcze (w pełni rozwiniętego) układu nerwowego są ważniejsze niż już urodzone osoby, które posiadają świadomość i potrafią cierpieć - wszystko jedno czy są to dzieci czy dorośli .

(*) - Dałem tych "obrońców" w cudzysłowach, ponieważ gdy się im dobrze przyjrzeć, okazuje się że oni nie bronią żadnego życia. Ba! - oni nie bronią nawet żadnych ideałów. Oni próbują tylko własne ideały narzucić reszcie społeczeństwa.

środa, 30 maja 2012

Ewolucja fiszbinów

Czyli "Jak wieloryby mogły stracić zęby i zyskać fiszbiny w procesie ewolucji?"

Przekształcone zęby foki Krabojada służące do odfiltrowywania krylu. Autor: Dimitri Torterat, pobrane z Wikipedii

Jakiś czas temu (chyba 20 lutego) oglądałem sobie z bratem program popularnonaukowy o ewolucji waleni. Pytanie które mi zadał troszkę mnie zaskoczyło, bo nigdy się nie zagłębiałem w ten temat. Chodzi o to, w jaki sposób zęby drapieżnych pra-waleni mogły przekształcić się w fiszbiny współczesnych wielorybów (to nie zęby przekształciły się w fiszbiny, ale patrz dalej).

Odpowiedziałem mu wtedy, że pewnie na skutek drobnych zmian w zwyczajach żywieniowych - od drapieżników do filtratorów - i coś tam jeszcze. Odpowiedź ta nie zadowoliła jednak mnie samego, więc zacząłem szukać coś niecoś o ewolucji fiszbinów.

Oto co się dowiedziałem.